środa, 23 stycznia 2013

Koczownicy

Podczas podróży do Polski, kiedy byliśmy już na lotnisku, okazało się, że Nasz samolot wystartuje z ponad dwu godzinnym opóźnieniem. Ja ze Zwierzakiem w nosidełku i z torbą na ramieniu, Tata Zwierzaka z drugą torbą i kurtkami pod pachą. Ludzi od groma, w sumie prawie cztery godziny czekania, a miejsc do siedzenia niet.
Po trzykrotnym okrążeniu hali wylotów oraz zaopatrzeniu się w wodę i kanapki, stwierdziłam, że tak być nie może. Niewiele myśląc, ruszyliśmy w kierunku najdalszej z możliwych toalet, zaopatrzonej w pomieszczenie dla rodzica z dzieckiem, po czym zamknęliśmy się tam i zaczęliśmy koczować.

Pierwszą sprawą niecierpiącą zwłoki było nakarmienie Zwierzaka. Usiadłam na krzesełku, wzięłam małego na ręce, przystawiłam i ... nic. Dupa blada. Zwierzak, od dwóch miesięcy karmiony tylko na leżąco, nie potrafił sobie poradzić w innej pozycji. Rozłożyliśmy więc kurtki i bluzy na podłodze, licząc, że tym razem się  uda i ... znowu nic. Lampy i nadawane komunikaty, skutecznie rozpraszały Zwierzaka uwagę, podczas gdy mój lewy cycek groził wybuchem.  Żeby uniknąć kompromitującej plamy na koszulce, miałam do wyboru wypchanie czymś stanika, albo próbę ręcznego odciągania. Wybrałam opcję drugą, gdyż w bonusie zapewniała mi jako taki komfort. Pochyliłam się nad umywalką, chwyciłam sutek i zaczęłam go miętosić między kciukiem a palcem wskazującym. Udało się! Mleko popłynęło wartkim strumieniem, rozpryskując się we wszystkie strony, z wyjątkiem umywalki. Tata Zwierzaka dostał w oko, Zwierzak po czole, a ja zbryzgałam sobie buty. Oj, było wesoło... ;)

Podczas dalszego czekania, również nie zabrakło nam wrażeń. Główną atrakcję stanowiły dwa zasrane pampersy i jedna zaśliniona koszulka, oraz kolejna, udana już próba karmienia. W końcu, po czasie, który wydawał mi się wiecznością, rozpoczęła się procedura przyjęcia pasażerów na pokład samolotu i wreszcie, sam lot, który dla odmiany upłynął nam spokojnie.

Uff.


wtorek, 22 stycznia 2013

Zwierzak potrafi, Zwierzak jest, Zwierzak ma - podsumowanie 5-go miesiąca.

Zwierzak potrafi:
- obrócić się z plecków na brzuszek
- przełączać melodyjki w pozytywce
- przełożyć zabawkę z rączki do rączki
- kręcić się wokół własnej osi leżąc na pleckach
- kręcić się wokół własnej osi leżąc na brzuszku
- podnieść wysoko tułów na wyprostowanych rączkach leżąc na brzuszku
- podnieść pupę i robić "gąsienicę" leżąc na brzuszku
- sięgnąć po zabawkę leżąc na brzuszku
- usiąść z pół siadu
- podnieść pupę leżąc na pleckach
- wystawiać język i wyginać go w każdą stronę
- drapać 
- zasysać dolną i górną wargę
- "sznurować" usta

Zwierzak jest:
- na 99.6 centylu, jeśli chodzi o wagę!

Zwierzak ma:
- rozpulchnione i swędzące dziąsła
- parcie na stanie
- lęk niskości ;)

Ponadto:
- leciał już dwa razy samolotem 
- i zaliczył pierwsze sanki


wtorek, 8 stycznia 2013

Pierwszy śmiech :D

To była sobota, 15 grudnia. 
Stałam w kuchni i mieszałam sałatkę. Tata Zwierzaka z Zwierzakiem  na rękach stali tuż za mną i przyglądali się moim poczynaniom. Z salonu dało się słyszeć dźwięki telewizora, a że akurat puszczali  na vivie "Gangdam style", zaczęłam śpiewać i tańczyć, podobnie jak w teledysku. I właśnie wtedy... Zwierzak po raz pierwszy zaśmiał się w głos :) :) :) To była magiczna i bardzo wzruszająca chwila...

Szkoda tylko, że prawdopodobnie Zwierzak śmiał się Z, a nie DO mamy... 
Ale czy to ważne? ;)

Wracam!

Jestem, jestem!
Trochę mnie tu nie było, ale już wracam i obiecuję nie znikać więcej na tak długo ;)

Dopadł Nas wirus. Chorowaliśmy wszyscy razem i każde z osobna, począwszy od Taty Zwierzaka, a na mnie skończywszy, bo Zwierzak chorował po środku. Na szczęście, najgorsze jest już za Nami i z dnia na dzień czujemy się coraz lepiej. Do końca tygodnia musimy być już w 100% zdrowi, bo w niedzielę rano lecimy do Polski. Jupppiiiii!

A teraz, czas nadrobić zaległości w opisywaniu Zwierzakowych (i nie tylko) poczynań. 

czwartek, 20 grudnia 2012

Zwierzak potrafi, Zwierzak jest, Zwierzak ma - podsumowanie 4-go miesiąca.

Zwierzak potrafi:
- śmiać się w głos
- miauczeć jak kotka w rui 
- sięgnąć po zabawkę, leżąc na brzuchu
- uchwycić zabawkę obiema rączkami, leżąc na pleckach
- pić z kubka "niekapka" (no... prawie)
- wkładać przedmioty do buzi
- robić bańki ze śliny
- obracać się z plecków na boki
- wtulać się w rodziców, kiedy jest na rączkach
- drapać prześcieradło (umiejętność nabyta przed kilkoma minutami)

Zwierzak jest:
- ciężki tak, że w łokciach trzeszczy (waży 8,5 kg) !
- zaszczepiony po raz trzeci
- coraz bardziej komunikatywny
- i absorbujący  

Zwierzak ma:
- parcie na siadanie
- parcie na pełzanie
- brytyjski paszport
- cycki, odznaczające się z pod ubrań
- 24-letnią Mamę (od dwóch dni )
- dwa pieprzyczki 

Ponadto:
- nosi ubranka na 6-9 miesięcy
- kąpie się w dorosłej wannie
- śpi z Mamusią (póki co, nauka spania w łóżeczku poszła się gwizdać)

wtorek, 11 grudnia 2012

II II II II II

czyli dwie kreseczki razy pięć.

Bo właśnie tyle testów ciążowych wykonałam rok temu. Wiem, że niezbyt to oryginalne, ale aż ciśnie mnie w palce, żeby napisać "ale ten czas leci" !
Nie było brzucha, był brzuch i znowu brzucha nie ma. Ta dam! 
I to wszystko w przeciągu 365,242199 dnia... 
Ale ten czas leci! ;)

Ubraliście już choinkę? 
U Nas stoi już od wczoraj, przybrana w czerwień i złoto, budząca zachwyt Zwierzaka.
Po raz pierwszy od bardzo dawna, nie mogę doczekać się Świąt.

Tymczasem, na prawym przedramieniu Zwierzaka pojawił się pieprzyk. Taki malutki, jasno brązowy, rozkoszny pieprzyczek. Pierwszy, ale na pewno nie ostatni, bo zarówno ja, jak i Tata Zwierzaka, to mocno "popieprzeni" jesteśmy. Ha!

sobota, 8 grudnia 2012

Zaniedbałam bloga.

W ogóle, zaniedbałam wszystko, z wyjątkiem Zwierzaka, który znowu ma dni marudy, tudzież kolejny (czwarty) skok rozwojowy. I o ile w ciągu dnia, jakoś daję radę, o tyle noce są dla mnie koszmarne...
Zwierzak budzi się na jedzenie równiutko co dwie godziny, wysysając ze mnie siły, a kiedy tylko znikam mu z pola widzenia, zaczyna płakać, co skutecznie uniemożliwia mi też odsypianie w ciągu dnia. 

Jestem Zombie. Mama Zwierzaka vel Zombie ;)